Skip to content

Pierwszy kontakt z islamem

19/09/2013

DSCN8976

Tak się złożyło, że nigdy nie byłam ani choćby w Turcji, ani żadnym innym muzułmańskim kraju. Z islamem zetknęłam się jedynie w Niemczech i trochę na południu Tajlandii. Niby wiem, czego się spodziewać, ale i tak ciekawość mnie zżera na myśl o wyprawie do Malezji, która miała być przecież tylko rozgrzewką przed największą muzułmańską potęgą świata, Indonezją. Prosto z tajlandzkiego Railay udajemy się do Georgetown (zwane też Penang, choć to właściwie nazwa wyspy, na której Georgetown leży). Pierwsze, co uderza po przekroczeniu granicy tajsko-malezyjskiej to budynki! I to wcale nie biurowce, a nowoczesne apartamentowce mieszkalne, jakich ciężko doszukać się w Europie. Od razu czujemy się jak w innym świecie. Sporo słyszeliśmy też o tym, jaki to drogi kraj i póki co się to potwierdza, jesteśmy lekko przerażeni cenami (oczywiście naszym punktem odniesienia są inne azjatyckie kraje, nie Europa).

Fot. powyżej: Muzułmanie alkoholu tu nie kupią. Mimo, że w Malezji procentowo nie ma ich wcale aż tak wielu (nieco ponad 60% populacji), to są dość konserwatywni (w porównaniu do Indonezji, bo to jedyne odniesienie, jakie mam).

Nie możemy znaleźć żadnego sensownego taniego noclegu. Wszystko w akceptowalnych przez nas cenach to jakieś totalne speluny, a podróżując z Pawłem jakieś standardy muszę trzymać :P W końcu po długich poszukiwaniach znajdujemy coś na pograniczu taniości i przyzwoitości. Na recepcji pracuje Hindus- już pierwszego dnia widzę, że ciężko mi będzie w tym kraju, bo jest ich tu duuużo. Gościu bez przerwy beka w trakcie rozmowy z nami i już mnie korci, żeby mu zwrócić uwagę, ale co tam, to i tak nic nie da, więc się powstrzymuję. Unika też mnie wzrokiem, zwracając uwagę tylko na Pawła, co mnie wkurza i specjalnie zadaję mu dużo pytań, żeby musiał zauważyć też moją obecność. Co za bezczelność!

Póki co badamy teren, pierwszego dnia tylko tęskniąc za Tajlandią, choć później się to odmieni i polubimy Malezję. Czysto tu mają i widać, że to bogaty kraj. Do Singapuru jeszcze sporo brakuje, ale nie ma tu typowego azjatyckiego chaosu, ulice jakieś takie spokojne. Największa jednak różnica po przyjeździe z Tajlandii jest taka, że bez problemu można się tu dogadać po angielsku. Wielu Malezyjczyków włada nim płynnie.

Jedzenia ulicznego faktycznie jest pod dostatkiem. Mówią, że Penang to najlepsze miejsce w kraju na jego próbowanie, ale nam niestety przez pierwsze dni nie udaje się trafić na nic super pysznego. Nie wiemy za bardzo, co z czym i jak, a na wygląd nic nam nie podchodzi. Dopiero później przekonujemy się do ichniejszego (a właściwie głównie chińskiego i indyjskiego) jedzenia, stwierdzając, że mieszanka tych dwóch kuchni to kulinarny raj.

Jeździmy po mieście darmowym (!), klimatyzowanym autobusem- to podoba mi się najbardziej ;) Jego trasa prowadzi dookoła miasta, zahaczając o wszystkie najciekawsze miejsca. Nie czuję się jak w muzułmańskim kraju, bo wybieramy się do paru buddyjskich świątyń i wszędzie widać wpływy chińskie:

smok

DSC_1064

chińskieakcenty

To świątynia Kek Lok Si, największa buddyjska świątynia Malezji, położona na wzgórzu kilkanaście minut drogi autobusem od Georgetown: żółwie

Przez Michniewicza krytykowana jako turystyczna i kiczowata, ale albo mieliśmy szczęście, bo nie spotkaliśmy tam żadnych turystów, albo inaczej wyobrażam sobie turystyczne mekki. Fakt, przed wejściem mija się stragany z wszystkim, co Chiny kiedykolwiek zdołały wyprodukować, ale tłumów nie ma.

DSCN9047a

widok z góry świątyni

DSCN9069

do świątyni można wjechać kolejką linową albo się wdrapać (ścieżka prowadzi jednak dość naokoło). Jest też inna kolejka prowadząca pod zbocze góry.

DSC_1151

DSCN9060

wstążeczki z życzeniami, zawiązuje się je na gałęziach drzewa

DSCN9085

DSCN9084

cokolwiek autor miał na myśli..

DSCN9036

swastyka- buddyjski symbol szczęścia i pomyślności (inna niż ta indyjska czy nazistowska)

DSCN9039

DSCN9066

prawie jak żywy

disneyland

na terenie świątyni porozstawiane są tajemnicze disneyowskie figurki

DSCN9067

a w sklepie z pamiątkami tradycyjnie- kotki machające łapą

DSCN9053

DSCN9065

musiałam…;) przyświątynny kibelek

Z powrotem w Georgetown: DSCN9018

DSCN9019

niebo

DSCN9002

DSCN9013

na nasz pobyt w Malezji przypadał okres przed ważnymi wyborami parlamentarnymi. Na ulicach (a nawet na rajskiej, ledwo co zaludnionej wyspie, na którą wybraliśmy się później) pełno było flag z logo tej i drugiej z wiodących partii- „rakiet”. Wybory śledziłam już po wyjeździe z kraju, wygrali, ku rozczarowaniu większości młodych ludzi, konserwatyści

DSC_1190

rikszarze w oczekiwaniu na klientów

ludzie

L: słynne jedzenie uliczne Georgetown; P: póki co post wyszedł bardziej w buddyjskich klimatach, więc w końcu proszę: oswajam się z widokiem dżilbabów

DSCN8997

DSC_1082

mężczyźni wyznający islam też często zakrywają głowy

DSC_1204

wieczorne rozrywki miejscowych

DSC_1091

..a turyści ubierają się jak chcą

DSCN9016

są i chrześcijanie

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przedstawiciele różnych kultur i religii żyją tu w pełnej harmonii, ale wypatrzyłam taki plakat:

DSCN8995

strajk głodowy w walce o zaprzestanie represji Hindusów

…a znajomi Chińczycy z Kuala Lumpur opowiadają nam o traktowaniu ich przez rząd jak obywateli drugiej kategorii, ale o tym więcej będzie właśnie przy okazji KL.

Skoro już jesteśmy na ulicach Georgetown, nie można pominąć kolejnej oprócz jedzenia wizytówki tego miasta- sztuki ulicznej. Sama zbyt wielu zdjęć murali nie robiłam i żałuję, ale wrzucam kilka kultowych wygrzebanych z czeluści Internetu, stworzonych przez Litwina, Ernesta Zacharevica:

Street-Art-by-Ernest-Zacharevic-in-Penang-Malaysia-2

„Little children on a bicycle”, Armenian Street; fot. streetartutopia.com (swoją drogą polecam tę stronkę)

onlypenang5

„Boy on a bike”, Ah Quee Street; fot. onlypenang.com

onlypenang

„Little Boy with Pet Dinosaur”, Ah Quee Street; fot. onlypenang.com

onlypenang2

„Reaching up”, Cannon Street; fot. onlypenang.com

onlypenang4

„The Awaiting Trishaw Paddler”, Penang Road (autor: Desmond Yeo); fot. onlypenang.com

A dzieciaki na huśtawce są autorstwa głuchoniemego Malezyjczyka Louisa Gan:

*część zdjęć pochodzi od Pawła

P.S. Na blogu ciągle nadrabiam zaległe posty, po krótkie wpisy na bieżąco zapraszam na fejsbuka (nie trzeba mieć tam konta, żeby podglądać tę stronę)

No comments yet

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: