Skip to content

Rajskie wodospady i kolej śmierci

11/08/2013

DSC_0205

To już mój trzeci pobyt w Tajlandii, a na liście wciąż jeszcze tyle miejsc, które chciałabym odwiedzić! Tym razem nareszcie wybieram się do kompleksu malowniczych wodospadów, opisywanego jako ulubione przez koleżankę Tajkę poznaną w Norwegii. Przy okazji przespacerowuję się mostem znanym z książki i filmu.

Kanchanaburi to niewielkie miasteczko o przyjemnym, spokojnym charakterze, położone raptem dwie godziny jazdy od Bangkoku. Słynie z przecinającej je linii kolejowej, wybudowanej podczas II wojny światowej przez jeńców wojennych (aliantów). Miała zaopatrywać wojska japońskie stacjonujące w Birmie.

Plan przewidywał ukończenie budowy 400 km trasy prowadzącej przez dżunglę i góry w ciągu roku, co było tempem szaleńczym. Do niewolniczej pracy zmuszono ponad 300 tysięcy jeńców wojennych m.in. z Holandii, Wlk. Brytanii i Australii, jak i azjatyckich robotników. Ze względu na katorżniczą pracę w upale, złe warunki mieszkaniowe i choroby z tym powiązane, codziennie ginęły tam setki osób. Łącznie śmierć poniosło 16 000 jeńców i 90 000 Azjatów.

Obecnie jedynie 77km trasy jest czynne- na odcinku z Nam Tok do Kanchanaburi. Jej część prowadzi przez gęstą dżunglę. Ponoć warto przejechać się tam pociągiem ze względu na widoki, ale nie mieliśmy wystarczająco czasu, żeby się o tym przekonać.

Najbardziej znanym odcinkiem trasy jest most na rzece Kwai, w Kanchanaburi właśnie. Ten metalowy, którym możemy się przejść (lub przejechać) dzisiaj, jest późniejszą rekonstrukcją oryginału wybudowanego w 1942 r. W pierwotnej wersji był drewniany.

DSC_0162

pociąg kanchanaburi

DSCN5600

po moście można chodzić nawet, kiedy przejeżdża pociąg- są zatoczki, w które da się przed nim uciec

Most jak most, gdyby nie jego historia to nie jest niczym szczególnym. Jest też muzeum poświęcone jemu, jak i wojnie, jednak nie wchodziliśmy do środka. Oprócz tego pozostałością po wojnie jest cmentarz, na którym spoczywają jeńcy zmarli przy budowie kolei śmierci. Dotarliśmy tam tuż przed zachodem słońca, kiedy już był zamknięty, ale ogrodzenie nie jest wysokie i dało się przeskoczyć :)

DSC_0226

DSC_0231

Jednak to nie most ani cmentarz był celem naszej wyprawy do Kanchanaburi. Senne miasteczko miało być naszą bazą wypadową do Parku Narodowego Erawan.

Wodospadów jest siedem, położonych kaskadowo na tej samej rzece. Pierwsze nas trochę rozczarowały i już zdążyliśmy stwierdzić, że nie warto było przyjeżdżać do tego przereklamowanego miejsca, ale im wyżej się wdrapywaliśmy, tym większe i bardziej imponujące były. Po dotarciu do najwyższego, siódmego, zgodnie zmieniliśmy zdanie, stwierdzając, że zasłużenie mają opinię jednego z piękniejszych miejsc Tajlandii :) Na dodatek im wyżej, tym mniej ludzi dociera, bo większość Tajów pluska się na niższych poziomach.

DSC_0286

DSC_0335

rybki

L: W lewym dolnym rogu- w wodzie są ryby sporej wielkości. I gryzą skubane.

DSC_0353

DSC_0367

SONY DSC

zjeżdżalnia

DSC_0404

DSC_0434

SONY DSC

Kilka dni wcześniej oglądaliśmy węże w niewoli, tym razem udaje nam się dojrzeć jednego w naturalnym otoczeniu, tuż przy ścieżce prowadzącej do pierwszego z wodospadów:

wąż

W drodze do Erawan:
DSC_0461

DSC_0470

Kanchanaburi:

bufet kanchanaburi

nieodłączny element tajskiego miasta :)

DSCN5613

pad thai, czyli pysznego makaronu, rodzajów kilka

DSC_0207

żarówki

L: nie ma to jak kreatywność :)))

DSCN5589

hello kitty!

DSCN5590

„policja turystyczna, twój pierwszy przyjaciel” :O

DSCN5591

Aussie Bar

DSCN5593

ul. Kambodżańska. W miasteczku są ulice wszystkich chyba państw uczestniczących w wojnie na tych terenach

A tak prezentował się nasz guesthouse z domkami na wodzie:

DSCN5617

hotel kanchanaburi

Niedaleko jest jeszcze jedna atrakcja dla turystów- popularna Tiger Temple, czyli świątynia, w której mnisi trzymają tygrysy. Można je tam dotykać, głaskać, przytulać. Nie jest tajemnicą, że zwierzęta dostają środki uspokajające, aby pozować do zdjęć bezmyślnym turystom. O nie, tego widzieć na pewno nie chcę.

W Kanchanaburi jest tak cicho i sielsko, że aż chciałoby się tam zostać dłużej, ale już mamy bilet na pociąg na południe, uderzamy na przepiękne Railay, o którym w następnym odcinku.

*część zdjęć pochodzi od Pawła

P.S. Na blogu ciągle nadrabiam zaległe posty, po krótkie wpisy na bieżąco zapraszam na fejsbuka (nie trzeba mieć tam konta, żeby podglądać tę stronę)

Praktyczne info:

  • do Kanchanaburi dostaliśmy się z Bangkoku minibusem (niestety cena i miejsce jego odjazu mi umknęły z pamięci…Było to w pobliżu którejś ze stacji SkyTraina). Wysadzić nas chcieli w jakimś konkretnym guestohousie, z którym pewnie mają umowę, ale kiedy stwierdziliśmy, że tam nam się nie podoba, bez problemu zawieźli nas do kolejnego.
  • wybór opcji noclegowych jest spory, część guesthouse’ów położona jest bezpośrednio nad rzeką, z szuwarowym ogródkiem jak na zdjęciach powyżej :)
  • jeśli jedzenie to tylko na night markecie niedaleko cmentarza- tanie i pyszne, codziennie wieczorem
  • do wodospadów Erawan organizowane są wycieczki z Kanchanaburi, my, jako, że byliśmy większą grupą (we 4) i cenimy sobie swobodę, wynajęliśmy taxi, która wyszła taniej i na nas tam na miejscu kilka godzin czekała
  • wstęp do Parku Narodowego kosztuje aż 400b- ale warto ;)
  • przy wodospadach od czwartego w górę możemy przebywać tylko do godz. 15, najlepiej więc wybrać się do parku w miarę rano. Przydają się dobre buty, chociaż w japonkach też da radę
No comments yet

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: