Skip to content

Singapur zielony, kary i koszty

23/05/2013

DSCN9704

Mój highlight podczas kilkudniowego pobytu w Singapurze? Ani to wizyta na dachu z basenem, ani spacer pośród drapaczy chmur.

Mimo, że ilość pracoholików przypadających na 100 mieszkańców jest w tym kraju jedną z większych na świecie, Singapurczycy wiedzą też, jak wypoczywać i mają do tego świetne warunki.

Świetne- nie bez powodu nazywają je „fine city” (o karach też będzie). O mieście lwa część 3. i ostatnia.

Jednym z miejsc, które zawsze chciałam odwiedzić jest malezyjski Taman Negara, a głównym tego powodem był most wiszący tam pośród koron drzew, którym mi się marzyło przespacerować. Niestety jakoś nie wyszło, bo nie po drodze, bo czasu na Malezję było zbyt mało… Z wielką radością odkryłam więc fakt, że w Singapurze mają coś podobnego (choć ta „puszcza” się oczywiście do Taman Negary nie umywa..), a na dodatek po pierwsze jest to pięć minut piechotą od domu mojego hosta, a po drugie za wstęp nic się nie płaci.

Niczego sobie był też niedzielny piknik ze znajomymi Weizhonga  (choć ten akurat z widokiem na biurowce).

Jest więcej takich miejsc i atrakcji- choćby nocne safari, o którym słyszałam same pozytywy, ale to wszystko kosztuje, i to niemało. Ja się skupiłam na tych darmowych.

ziewacz

wejścia na mostek pilnuje znudzona małpa. Spoko, ona tylko ziewa :)

DSCN9597

plakat przy wejściu na Tree Top Walk w MacRitchie Reservoir

mostek

spacer mostkiem zawieszonym 25m nad ziemią

DSCN9621

DSCN9619

Żeby dotrzeć do mostka, trzeba się jednak najpierw przedostać przez dość gęsty las. O ile w Singapurze wcale nie jest tak parno, jak straszyli (noce były nawet chłodne tak, że wyłączałam wiatrak. Bangkok czy Kuala Lumpur były pod tym względem gorsze), to w lesie faktycznie oddychać ciężko i pot z człowieka strugami spływa- taka jest wilgotność.

ścieżka

ścieżka dość szeroka, ale po bokach puszcza gęsta

DSCN9642

Van Gogh mówi, że to języka natury powinniśmy słuchać, nie malarzy.

Poza parkiem w mieście też znajdą się ciekawe roślinki:

DSCN9807

A to już Pawła wizyta w zoo, które ja sobie odpuściłam:

DSC_2219

zoo

P: napisy ostrzegające i „przywołujące do porządku” są często i na asfalcie

W weekend wybieramy się ze znajomymi Weizhonga (wszyscy są ode mnie sporo młodsi) na piknik w najlepszym ze znanych mi do tego miejsc- na dach tamy wodnej. Pięknie przystrzyżona czysta trawka, a do tego widok na Marinę Bay, dziesiątki latawców i idealna wręcz temperatura.

Ciągle dziwnie mi słuchać Azjatów mówiących pięknym, płynnym angielskim. Opowiadają o służbie wojskowej, która jest w tym kraju obowiązkowa – to mnie zdziwiło!

woda

pełno tu nawiązań do wody, jest też małe muzeum przedstawiające działanie tamy- całkiem ciekawie zrobione

Główną rozrywką Singapurczyków w niedzielne popołudnie wydaje się być puszczanie latawców. Bawią się w to i młodzi, i starzy:

DSCN9701

DSCN9700

DSCN9718

DSCN9705

DSCN9707

latawce

Widok z dachu zachwyca:

DSCN9724

DSCN9727

pomysł fajny, ale tabliczka dawno nieaktualizowana i niezgodna z tym, co faktycznie widzimy…

DSCN9745

Warto zostać tam po zachodzie słońca:

DSCN9799

DSCN9771

Wracamy autem z koleżankami Weizhonga, mówię, że te budynki są piękne, a któraś z nich „co z tego, że piękne, jak ludzie w środku cierpią”. Trafiła w sedno. Potem śpiewamy na cały głos „Lucky” Britney Spears- ta piosenka zdecydowanie tu pasuje ;)

Spotykam się też z innym couchsurferem, Victorem, chińskim Amerykaninem, który nie mógł mnie ugościć, bo akurat miał operację kolana, ale bardzo chce mnie poznać, bo, uwaga…, przez pół roku mieszkał w moim Koszalinie, niesamowite! Teraz pracuje dla Apple’a.

Jeśli już mowa o ogrodach, jest też jeden bardzo nowoczesny. Oprócz sporej ilości naturalnej zieleni wyrastają tam z ziemi takie oto twory:

DSCN9876

DSCN9879

tu też jest kładka

DSCN9888

Nazywa się to Gardens By The Bay. Wybrałam się tam na show ok. 8 wieczorem i o ile sam ogród zrobił na mnie wrażenie (a do tego wstęp jest darmowy!), to 5 dolców wydanych na wejście na kładkę uważam za kiepsko zainwestowane- show to nic specjalnego i widok z góry nie różni się zbytnio od tego z dołu.

Już w autobusie z granicy malezyjskiej do Singapuru widzieliśmy filmik instruktażowy o tym, jak zachowywać się na jego pokładzie i trochę mnie to przeraziło, bo dało do myślenia, że faktycznie tak restrykcyjne tu mają prawo- mówią, że za nieposiadanie drobnych na zakup biletu grozi nam kara $500!

Nie można wwozić tu gazu pieprzowego, ja jednak ryzykuję, bo nie chcę go wyrzucać i nikt tego na rentgenie nie zauważa… Czyli jednak te kontrole nie są aż tak ostre. Mam też w plecaku gumę do żucia, która jest w Singapurze zabroniona (choć od niedawna ponoć można wwozić ilości „na własny użytek”).

Rzeczywiście, tabliczek z nakazami i zakazami jest sporo, ale nie znalazłam żadnych absurdalnych czy pozbawionych logiki (ok, oprócz tego, że w hostelu w pokojach obowiązuje zakaz picia! To samo jest w metrze i kiedy czasem jadę przez całe miasto godzinę bez łyka wody, daje mi się to we znaki). Weizhong twierdzi, że policja przymyka oko na większość drobnych wykroczeń- wiele razy przebiegamy przez ulicę daleko od pasów albo przechodzimy na czerwonym świetle.

DSCN9646

zakazy

Sam Singapur leży na wyspie, a poza nią jest jeszcze kilka mniejszych, w tym Santosa, na którą możemy dostać się kolejką zwykłą lub linową i gdzie znajduje się wielkie akwarium, parki rozrywki, czy też ifly- pomieszczenie bez grawitacji, w którym za „jedyne” $80 możemy polatać. To wszystko oczywiśce kosztuje (większość atrakcji min. $20), ale za darmo można pobyczyć się na plaży pełnej piasku sprowadzanego z Malezji. Mi na Santosę niestety nawet czasu nie starczyło.

Zobacz też inne odsłony Singapuru- cz. 1. i cz. 2.

Praktyczne info:

  • na noclegu ciężko zaoszczędzić- najtańsze, co znalazłam to $20 za łóżko w klaustrofobicznym dormie, za to z napojami i tostami w cenie; na szczęście couchsurfing działa tu bardzo dobrze :)
  • na wyspach można za to tanio campingować- ponoć nawet na Sentosie (o tym sporo info jest w LP)
  • w dzielnicach turystycznych- Chinatown i przy Marina Bay, za mniej niż $5-8 nie zjemy. Ale wystarczy zbić trochę ze szlaku i wybrać się tam, gdzie jadają Singapurczycy i okaże się, że wcale nie jest tu tak drogo- najemy się już za $2 (dolar singapurski to ok. 2,5 zł).
  • najtańszy bilet autobusowy albo przejechanie jednego przystanku metrem to $1,1; można zaopatrzyć się w jedno lub trzydniowy karnet na transport miejski za $10 albo $20; mi przy całkiem częstym przemieszczaniu się pojedyncze bilety wyszły mimo wszystko taniej
  • do wyszukiwania połączeń dobra jest strona podobna do naszego jakdojade: gothere.sg
  • do Singapuru przyjechaliśmy autobusem z malezyjskiego Mersing. Bilet kosztował naprawdę śmieszne pieniądze (w Malezji transport jest bardzo tani), co innego jeśli ktoś jedzie w drugą stronę- za ten sam autobus z Sgp do Mersing płaci się kilka razy więcej.

P.S. Ani w Singapurze, ani w Kuala Lumpur nie widziałam pocztówek :(

2 komentarze leave one →
  1. 17/06/2013 6:06 am

    Hej! Rewelacyjny blog! Postanowiłam Cię wyróżnić u siebie na Skośnym okiem. Gratuluję Liebster Award i zapraszam do przekazania pałeczki! :)

    • 17/06/2013 6:47 am

      dziękuję za uznanie :) w wolnej chwili przejrzę dokładniej!

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: