Skip to content

Wieś po wojnie

23/02/2013

DSCN7078

Po odespaniu jet-laga u koleżanki w Colombo, udałam się na północ wyspy. To był przypadek, ale świetnie się stało, że tak wyszło. Bo praktycznie w ogóle nie ma tam turystów. Jeszcze. Dopiero trzy lata temu skończyła się najdłuższa w historii Azji wojna i ludzie najwyraźniej wciąż boją się tu przyjeżdżać. Aż nie chce się wierzyć, bo ja, teraz już pod koniec objazdówki po wyspie, właśnie pobyt na północy wspominam najlepiej. Ludzie cieszą się na nasz widok, wybałuszają oczy, machają do nas, kiedy idziemy wiejską drogą, wołają całą rodzinę, żeby ta też zobaczyła, jakich mają gości. I są to bez wyjątku serdeczne pozdrowienia. Często są onieśmieleni i jak próbujemy zagadać, chowają się do domów, z zaciekawieniem wystawiając tylko głowy zza framugi drzwi.

Tu nikt nie próbował nas oszukać, wręcz na odwrót- bywało, że zaskoczeni tym, że obcokrajowcy w ogóle chcą ich odwiedzać, częstowali nas na bazarze owocami, nie chcąc przyjąć pieniędzy, mimo, że bieda aż piszczy.

W Internecie nie znalazłam po polsku żadnej wzmianki o Kilinochchi nowszej niż wiadomości o upadku Tamilskich Tygrysów z 2009 r. Właśnie w tym miasteczku mieściła się główna siedziba rebeliantów.

(na zdjęciu powyżej: sporo tu śladów pomocy, która w czasie i po wojnie napływała z różnych krajów)

Z inną koleżanką, która wylądowała na Sri Lance dzień wcześniej i Vajirą- couchsurferem, u którego się zatrzymała w Colombo, wyruszyliśmy na północ pociągiem nocnym. Po drodze spotkaliśmy jeszcze podróżującego samotnie Marokańczyka. Samo spotkanie z Ewą to był zbieg okoliczności- niezależnie od siebie kupiłyśmy bilety na prawie ten sam termin, planując wycieczkę w pojedynkę. Skoro już się tak stało, po Sri Lance podróżujemy razem.

DSCN7092

dzieciaki z Kilinochchi

dzieciaki

DSCN7101

DSCN7094

ten gościu po angielsku nie mówił, ale dogadaliśmy się po niemiecku, bo spędził kilkanaście lat w Szwajcarii. Sporo ludzi tu ma rodziny w Szwajcarii i często pytają się nas, czy stamtąd jesteśmy

DSCN7087a

organizacje charytatywne działały tu po wojnie- tu dach z napisem Czerwony Krzyż

IMG_0673

…i dzieciaki z plecakami UNICEFu

DSCN7088

mają nawet kursy obsługi komputera!

Hoteli w Kilinochchi nie ma. Zatrzymujemy się u dwójki starszych ludzi, którzy są przybranymi rodzicami Vajiry. Pochodzi on z Colombo, ale jeszcze, kiedy trwała wojna, przekroczył granicę i przedostał się na północ kraju, nie wiedzieć po co, bo przecież była to ekspedycja ekstremalnie niebezpieczna. Większość ludzi uciekała w odwrotną stronę, z opanowanej wojną północy na spokojne południe. Ale cóż, na couchsurfingu spotyka się różnych dziwaków.

VJ stracił rodziców wcześnie i napotkani tu Amma i Atta (czyli mama i tata) stali się jego drugą rodziną. Małżeństwo o tyle ciekawe, że on jest Tamilem, a ona Syngaleską. Większość ludzi zamieszkujących północ kraju to Tamilowie. A ich na Sri Lance mało kto „lubi”, bo to właśnie ci przybyli z południowych Indii ludzie zapoczątkowali na wyspie wojnę, domagając się m.in. uznania języka tamilskiego za jeden z oficjalnych języków kraju.

Ciężką ma Sri Lanka historię. Najpierw kolonizacja przez Portugalczyków, potem Holendrów i Anglików. W 1948 r. odzyskali niepodległość, ale krótko potem rozpoczęła się wojna domowa.
Wszystko zaczęło się od herbaty, a właściwie od Tamilów wywodzących się z Indii, którzy po prostu przyszli sobie tu Mostem Adama, kiedy jeszcze Sri Lanka była częścią subkontynentu, a nie wyspą, a potem przyjechali do pracy przy plantacjach kawy, a kiedy te zniszczyła zaraza- herbaty. W latach 50. pani premier Sri Lanki odesłała „do domu” 500 tys. Tamilów, ale zostało ich jeszcze na wyspie sporo.
Ci, którzy zostali, zaczęli domagać się coraz większych praw. Pod koniec lat 70. stworzyli organizację LTTE- Liberation Tigers of Tamil Eelam, czyli Tamilskie Tygrysy. Rozpoczęły się ataki terrorystyczne i w końcu wojna domowa. Tamilowie niezaangażowani w walki uciekali do Indii, ale Indie też nie bardzo chciały ich z powrotem.

W 2001 r. bomby wybuchły na międzynarodowym lotnisku pod Colombo, niszcząc połowę samolotów i odstraszając turystów. Krótko potem nastąpił rozejm, ale nie na długo- Tygrysy znów zaatakowały. Największy zamach terrorystyczny miał miejsce w 2006 r. W maju 2009 r. najdłuższa azjatycka wojna dobiegła końca. Język tamilski jest teraz jednym z urzędowych języków Sri Lanki.

Na dodatek jeszcze tsunami w dniu Bożego Narodzenia 2004 r., w którym zginęło jakieś 30 tysięcy Lankijczyków (to akurat dotknęło wschód i południe wyspy).

Tamilów na północy jest wciąż dużo, tym bardziej uważać warto, aby mówić do nich po tamilsku, a nie syngalesku, jeśli już uczymy się lokalnego języka, np. ‚dziękuję’ w tamil to ‚nandri’, a po syngalesku ‚istuti’.

Tamilowie stanowią ok. 18% ludności wyspy, w większości to hinduiści. Syngalezi z kolei są buddystami. Jest też sporo katolików- nawróconych przez Portugalczyków, oraz Muzułmanów, którzy przypływali tu z Półwyspu Arabskiego handlować i w końcu osiedli na Sri Lance.

Amma i Atta z Kilinochchi stracili podczas wojny wszystko- ich trzy domy zostały zrównane z ziemią przez bomby. Opowiadają (z pomocą tłumacza oczywiście), jak biegali z jednego końca działki na drugi i z powrotem, uciekając przed bombami. Teraz mieszkają w prowizorycznej chatce, a VJ pomaga im finansowo. Mogliby wprawdzie odbudować dom, ale wtedy straciliby szansę na odszkodowanie od rządu, na które wciąż mają czekają. Dopiero miesiąc temu podłączono im prąd. Tym bardziej zdziwiło mnie, kiedy idąc przez wioskę usyszałam melodię „Dla Elizy”. Początkowo zastanawiałam się, czy to nie jakiś ptak czasem, ale potem się okazało, że to muzyczka z wózka sprzedawcy lodów, który jezdzi od domu do domu :)

A tak wygląda mieszkanie Amy i Aty:

DSCN7079

sypialnia, a w niej ołtarzyk

IMG_0488

jadalnia*

IMG_0707

zmywak+kurnik

IMG_0339

kibelek z prawdopodobnie najładniejszym nocnym widokiem na wyspie- jako, że świateł tu brak, wyraźnie widać rozgwieżdżone niebo*

laz kuchnia

L: „prysznic” i pralnia w jednym; P: kuchnia

IMG_0371

nasz host, Vajira*

ama

L: Amma; P: VJ z przybraną mamą

DSCN7049

śniadanie- roti (placki), dal (soczewica) i mleczna herbata :)

DSCN7083

w ogródku

kokosy

L: Apa z sadzonkami kokosa; P: moja pierwsza palma kokosowa :D

Uprawiają warzywa i owoce, które potem sprzedają na pobliskim targu. Ich nowa działka została wprawdzie odminowana, ale co jakis czas znajdują jeszcze pojedyncze zabłąkane okazy:

DSCN7119

DSCN7016

zwierz

P: komary atakują jak szalone

IMG_0348

liść palmy*

ogrod

papryczki i bananowiec*

DSCN7067

nasza sypialnia

Śpimy w namiotach pod drzewem mango :) Kiedy rano się budzę, ledwo mogę otworzyć jedno oko, całe jest spuchnięte. Amma ogląda je dokładnie i stwierdza, że ugryzła mnie mrówka, ale mówi, że „no problem”. Przeraża mnie tylko trochę, że po tym odprawia nade mną jakieś modły, ale zapewnia, że akurat ta mrówa nie jest bardzo jadowita i faktycznie po kilku godzinach nie ma po opuchliźnie śladu.

IMG_0624

po okolicy jeździmy jeepem należącym do VJa

IMG_0564

pobliski ryneczek*

IMG_0479

wieczorna rozrywka- oglądanie TV w sklepie ze sprzętem. U nas Singer kojarzy się wyłącznie z wysokiej klasy maszynami do szycia, tu sprzedają lodówki, telewizory itp.*

DSCN7030

tuk-tukowa sztuka :)

vacation

L: zawieszka w aucie VJa; P: pomnik- nabój wbity w ścianę

IMG_0668

dużo się tu buduje; główne drogi są w bardzo dobrym stanie

DSCN7036

…boczne w trochę gorszym

DSCN7041

zbiornik na wodę zniszczony przez zamachowca samobójcę- wskoczył do środka z bombą

IMG_0613

zapłakana Amma i Appa żegnający nas

Po dwóch dniach ruszamy dalej na północ- do Jaffny. Droga wiedzie przez wąski przesmyk- tzw. Elephant Pass (Przełęcz Słoniowa). W czasie wojny był to strategiczny teren. Krajobrazy są piękne- palmy, bananowce i dużo wody. Są nawet wyznaczone ścieżki spacerowe, ale po obu stronach drogi ciągną się aż po horyzont pola minowe. Widzimy kilka ekip pracujących przy rozminowywaniu terenu.

Na niektórych kawałkach wciąż oznaczonych jako zaminowane pasą się krowy- pewnie niejedna musiała już tam zginąć, żeby jej koleżanki mogły wchodzić na teren bez obaw o wejście na wybuchową niespodziankę.

DSCN7045

(fotki oznaczone „*” pochodzą od Ewy)

4 Komentarze leave one →
  1. Fani z Koszalina permalink
    27/02/2013 11:29 pm

    My też dziękujemy za piękną pocztówkę i miłe pozdrowienia, czekamy na cd. :-)

  2. 27/02/2013 2:13 pm

    Ciociu Emilko…cudownie opisujesz…razem z mamą czytałem i ogladałem zdjęcia..bardzo Ci dziękuję za cudownie piękną widokówkę;)
    Twój Kubuś z Marzycielskiej Poczty!

  3. 23/02/2013 7:56 pm

    Ale fajnie się czyta o Twoich przygodach!
    Czekam na ciąg dalszy ;)

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: