Skip to content

Ommm

27/10/2012

yoga wśród krów

W Mangalore po raz pierwszy muszę sama radzić sobie z nachalnymi rikszarzami, tylko czekającymi na pojawienie się w tłumie białej twarzy. Jestem w lekkim szoku, kiedy nagle znikąd zlatuje się dookoła mnie 15-20 Hindusów i przekrzykując się i przepychając, każdy z osobna próbuje zwrócić na siebie moją uwagę.„Miss, 200 rupees” słyszę z jednej strony, „madame, 150”, z drugiej. Zabawne uczucie. Przez kilka pierwszych minut trzeba ich zbywać, dając im do zrozumienia, że wiemy, jak bardzo bardzo nas próbują oszukać, potem odejść kawałek, udając, że jednak mamy zamiar przejść się te 5km pieszo i już oferują cenę tylko 2razy wyższą od tej, którą płacą inni Hindusi (wcześniej zaczepiam na ulicy kogoś wyglądającego na ogarniętego i wypytuję o orientacyjną cenę przejazdu). Ostatni etap kłótni jest najcięższy, więc na ogół go sobie odpuszczam i poprzestaję na świadomym przepłaceniu kilku rupii. Riksze na krótkich trasach pochłaniają więcej budżetu niż długie odcinki pociągami. Jedynie czasem uda się doczepić do dużej grupki ludzi (w rikszy pomieści się przy dobrym rozplanowaniu i 10 osób) i przejechać spory kawałek za kwotę rzędu 5-10 rupii. Niestety nie wszędzie da się złapać autobus miejski, ale jak tylko jest taka alternatywa to wybieram to zamiast rikszy.

Kiedy potem jadę w kierunku Gokarny, przez większość drogi stoję sobie w otwartych drzwiach pędzącego pociągu. Gorący wiatr we włosach, w słuchawkach na maksa muzyka punjabi (a co!), widoki zapierające dech w piersiach- palmy, pełno zieleni. Dla takich chwil się żyje!

W Gokarnie wybieram plażę Om, która położona jest dość daleko od miasta i standardowo można dostać się tam tylko rikszą.  Na szczęście tuż po wyjściu z pociągu poznaję parę Szwajcarów. Też jadą na Om Beach, więc dzielimy rikszę. Szwajcarzy są w trakcie podróży dookoła świata i niedawno przylecieli do Indii z Tanzanii. Opowiadają, że Afryka zaszokowała ich cenami. Z tego, co mówią, zdecydowanie nie jest to kontynent na backpackerskie (czyli z założenia niskobudżetowe) wyprawy.

Na plaży witają mnie ciekawscy Hindusi:

Od tego momentu kilka dobrych dni spędzam prawie wyłącznie w swoim towarzystwie w bambusowym szałasie przy plaży Om. Potrzebuję trochę pobyć sama, poczytać, pozbierać myśli. Chwilowo mam dość nawiązywania przelotnych znajomości. Tu nie bardzo jest co robić i leniwa atmosfera sprzyja wyciszeniu. Oprócz kilku knajpek otwartych w ciągu dnia nie ma żadnych barów i ludzi mało-właśnie to mi na tę chwilę odpowiada.

mieszkam w jednej z takich chatek kilkanaście metrów od plaży

stojąc w progu domku każdego ranka spoglądam w górę i widzę TO- czy można sobie wyobrazić lepszy początek dnia? :)

taką piękność wypatrzyłam w krzakach przy śniadaniu!:)

Jako, że chatka stoi zaledwie kilkanaście metrów od brzegu, w nocy szum morza szybko usypia.

W takim trochę melancholijnym nastroju przelatuje mi Wielkanoc. Ale za to z jakim śniadaniem „świątecznym” pod palemką!

jajeczko świąteczne być musi!

masala dosa i papaya shake

trochę „unowocześniona” pakora- z nutellą

Pewnie utkwiłabym tu, jak sporo innych ludzi, na dłużej, ale nie ma byczenia się, Indie czekają! Decyzję o szybkim wyjeździe ułatwiają mi przeklęte koguty, przez które 2 dni z rzędu budzę się o 4 rano, jak jeszcze jest ciemno i nie ma co robić, bo prąd mamy tylko wieczorami. Dopiero przed 6 wychodzę na spacerek i podziwiam wschód słońca w drodze na sąsiednią Half Moon Beach (Półksiężycowa Plaża). Jeszcze pusto, tylko psy i krowy leniwie spacerują wte i wewte, a gdzieś pomiędzy skałami kobitka ćwiczy yogę.

lunch time :)

Na pierwszą plażę prowadzi normalna ścieżka, ale droga do schowanej za kolejnym zakrętem Paradise Beach to już częściowo wspinaczka po skałach. Obie plaże to małe zatoczki wciśnięte pomiędzy skały. Nieliczne knajpki znajdujące się przy nich są pozamykane, bo sezon się już skończył. Pustki, tylko grupka hipisów śpi na piasku.

na podobne grafitti natknęłam się potem w kilku innych miejscowościach w Indiach- m.in. w Hampi i Pushkarze

w ciągu dnia między plażami można przetransportować się łódką

Ostatnią noc przed opuszczeniem wybrzeża spędzam w centrum Gokarny, tuż przy dworcu autobusowym, bo autobus mam wcześnie rano, a wydostanie się z plaży do „miasta” zajmuje kilkadziesiąt minut.

w „centrum” Gokarny

rzeczka

na autobus czekam w takim towarzystwie

Stamtąd biorę autobus ekspresowy do Hubli- pokonujemy 150km w 4godziny, bo kierowca zasuwa jak szalony i czuje się na drodze bardzo pewnie- wyprzedza nawet, kiedy widzi, że coś zbliża się z naprzeciwka i ci nadjeżdżający muszą mega zwalniać albo wręcz zatrzymywać się, żeby go przepuścić. Trąbieniu też oczywiście nie ma końca.

Potem mam jeszcze dwie przesiadki, mieszają mi się nazwy, bo tego dnia zahaczam o 3 miejscowości na „H”- najpierw Hubli, potem Hospet i docelowo- Hampi. W efekcie przejechanie 300 km zajmuje 9 godzin.
W Hubli przesiadam się na pociąg, a tam na dworcu specjalna poczekalnia dla kobiet- co za ulga pobyć przez chwilę w takim pomieszczeniu :)

Gdzieś tam po drodze zaczepia mnie taksówkarz, oferując mi specjalną „ofertę” na przejazd do Hampi- 2200 rupii ONLY (only, czyli „tylko, jedynie” to ulubione słówko Hindusów próbujących ci coś wcisnąć). Za pociąg płacę 123 rupie…

No comments yet

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: