Skip to content

Z wizytą u Matki Teresy

03/04/2012

5dni w Kalkucie minelo mi w wiekszosci na szwendaniu sie po ulicach, celem wdrozenia sie w indyjski „nielad”, bo niewiele tu do typowo turystycznego zwiedzania. Trzy obowiazkowe wg mnie punkty wizyty w tym miescie- bylej stolicy Indii- to:

1. Male muzeum i grob Matki Teresy w domu siostr Misjonarek Milosci- wlasciwie jedyne miejsce, gdzie gromadza sie tu turysci, ale nawet tu nie jest ich za wiele. Jest tu malutki pokoj, w ktorym mieszkala M. T., w nim tez zmarla. Na tabliczce dopisek, ze „pokoj znajduje sie nad kuchnia i jest ekstremalnie goracy, ale M.T. nigdy nie uzywala wiatraka”.

syfek przed wejsciem do, jakby nie bylo, najwiekszej atrakcji turystycznej miasta

grob Matki Teresy

2. Wolontariat w jednym z szesciu domow pomocy chorym ww. siostr. Preferowani sa oczywiscie wolontariusze na kilka dni/tygodni/miesiecy, ale mozna sprobowac dostac sie tam na tylko jeden dzien, mowiac, ze planuje sie zostac dluzej. Zaczelo sie od mszy o 6 rano, na ktora jednak, jak sie okazalo, nie trzeba przychodzic, zeby byc wolontariuszem- nie-katolicy tez sa mile widziani. Msza prowadzona jest niby po angielsku, ale to raczej hingielski- ciezko cokolwiek zrozumiec. Wyglada to ciekawie, bo prawie cala kapliczka wypelniona jest charakterystycznymi, bialo-niebiekimi habitami siostr. Nie ma nawet lawek i siedzi sie na kamiennej posadzce.

Potem darmowe sniadanko- chleb tostowy, banany i czaj, czyli pyszna indyjska herbatka na goracym mleku zamiast wody- bardzo slodka. Ponoc wlasnie to siostry maja dzien w dzien na sniadanie. Po jedzeniu skierowano mnie do jednego z domow pomocy- Prem Dan, gdzie mieszka kilkadziesiat kobiet (i mezczyzn, ale tam wysylani sa tylko wolontariusze-faceci) w podeszlym wieku, niektore jeszcze na chodzie, inne w ciezkim stanie, z ranami i dziwnymi zmianami na skorze, sporo tez bez kontaktu z rzeczywistoscia. Jedynie kilka z nich bylo w pelni sprawnie umyslowo i mowilo po angielsku, takze stopien interakcji prawie zerowy. Czasem ciezko domyslic sie, o co pacjentkom chodzi, kiedy wolaja o pomoc.

jedno z wejsc do Prem Dan

Razem z kilkunastoma innymi wolontariuszkami zaczelam od recznego prania setek ubran. Ufff, jak dobrze, ze wymyslono pralki- ciezka to robota. Nastepnie trzeba bylo podac sniadanie chorym, a niektore z nich nakarmic. Po jedzeniu spacer z niektorymi kobitkami i toaleta- doprowadzanie do niej (ewentualnie dowiezienie na wozku), pomoc w zalatwieniu sie, obmycie- to najgorsza czesc, ale nikt mnie do niczego nie zmuszal, powiedziano mi, ze jesli nie czuje sie na silach, zeby w tym uczestniczyc, to moge znalezc sobie inne zajecie. Mam nawet dostep do „sprzetu medycznego”, zeby zmieniac chorym opatrunki- tego juz sie nie podejmuje. Szybkie sprzatanie i przerwa na herbatke, a potem juz przygotowania do lunchu. Po jego podaniu czas na sjeste- pomagalysmy polozyc sie chorym do lozek (jedna wielka sala sypialna z kilkudziesiecioma lozkami) i na tym zakonczyl sie pobyt w Prem Dan. Trwalo to jedynie kilka godzin i nie bylo specjalnie meczace. Niektore z kobiet patrza na nas z niechecia, inne przytulaja sie na pozegnanie i maja lzy w oczach.

Takie widoki to dla mnie nic nowego, mialam juz do czynienia z roznymi ciezkimi przypadkami i hospicjami (choc na pewno nie o takich spartanskich warunkach jak tu) , ale zaszokowalo mnie troche, ze wyslano mnie tu od razu pierwszego dnia, bez slowa wytlumaczenia ani wskazania, co mam robic. Powolania nie odkrywam, wiec na tym jednym dniu konczy sie moja przygoda z wolontariatem u siostr w Kalkucie.

3. Targ kwiatowy, na ktory najlepiej wybrac sie wczesnym rankiem; sprzedawcy bardzo chetnie pozuja do zdjec, zagaduja, usmiechaja sie, obsypuja kwiatami :) Z targu wyszlam ze sporym bukiecikiem roz.

jeden taki sznurek z nawleczonymi na niego kwiatami wazy dobrych pare kilo; rekordzisci nosza ich po kilkadziesiat

zagubiony wsrod tlumu

Z targu kwiatowego blisko juz nad rzeke, gdzie trwa zbiorowe mycie, pranie, biegaja dzieciaki i ogolnie zycie towarzyskie kwitnie:

ktos mowil, ze w Indiach nie dba sie o higiene? tu zeby myja wszyscy- najczesciej palcem albo patykiem

nieco nawiedzony dziadek, gadajacy do nas przez kilka minut po swojemu

gacie po tacie :)

wyciagnieta lapka i „dwie rupie!”

wymiana kwiatkow

A oto najbardziej strzezony most swiata, ktorego fotografowanie jest, nie wiedziec czemu, surowo wzbronione:

Od mostu mielismy spory kawalek do hotelu i po kawalku pokonanym pieszo doczepiamy sie na czerwonym swietle do tylu ciezarowki i po przejechaniu na niej paru skrzyzowan na kolejnym czerwonym zeskakujemy, tak to sie tu robi :)

Tradycyjnie, paaaani, zrob mi pani zdjecie:

Pozostale widoczki z ulic Kalkuty:

rusztowanie :D

w drodze do szkoly

a to juz po lekcjach

stacja kolejowa- tak, ona jest CZYNNA, za chwile wszyscy sie rozbiegna i wjedzie pociag

targowisko

mlody nalewa czaju na ulicznym straganiku; pracujace dzieci spotyka sie tu baaardzo czesto

czaj po raz kolejny- najczesciej podaja go w malych glinianych „doniczkach”, ktore po zuzyciu po prostu sie rozbija, ponoc to tansze niz papier albo plastik

sniadanko- curry, paratha i cos jeszcze na slono. Calosc- jakies 2zlote. Plus roze z targu kwiatowego i troche rupii

jakas tam boczna uliczka

cmentarz riksz

jest i Subway

jeden z ulicznych oszolomow

pranie sie robi

…i golenie

dzielnica mieszkalna- mooooorze smieci

kosciol w stylu portugalskim (oni tez tu byli)

jego wnetrze- maja wiatraki!

…i zakrystia

cmentarz brytyjski z czasow kolonialnych

na niektorych grobach sa wymyslne wierszyki

A tymczasem…pozdrawiam z zaglebia kokosowego! :D Z Kerali- to stan na zachodnim wybrzezu nad Morzem Arabskim).

No comments yet

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: