Skip to content

Postój na północy

24/03/2012

W polnocnej czesci Tajlandii „musialam” spedzic ponad tydzien, bo w znanym mi juz dobrze Chiang Mai zlozylam wniosek o wize do kolejnego kraju (ci, ktorzy sledza bloga na biezaco, pewnie juz sie domyslili, jakiego ;)), na ktora czeka sie dokladnie 7dni, co i tak trwa o wiele krocej niz w Polsce.

Sporo czasu zostalo mi wiec na zwiedzanie i mialam ambitne plany zeksplorowania okolicy, a potem zatrzymania sie jeszcze w Sukhotai i Lopburi w drodze do Bangkoku, ale przyznaje- zmeczona juz jestem ciaglym jezdzeniem wte i wewte, wybralam sie wiec na 2dni do gorskiego miasteczka Pai, a pozostaly tydzien spedzilam w Chiang Mai, ktore okazalo sie pierwszym w mojej podrozy miejscem, gdzie czuje, ze moglabym zamieszkac.

Pai to takie tajskie Zakopane, ktore turystyczny boom przezywa dopiero od kilku lat. Kiedys bylo tu zatrzesienie tanich guesthouse’ow, ale jakis czas temu powodz zniszczyla wiekszosc z nich i teraz miasteczko odbudowuja w stylu raczej ‚upmarket’. W czasie dnia ciezko o tanie jedzenie, na szczescie wieczorem jak zwykle jest bazar :)

bambusowy mostek w Pai

Na niemal wszystkich pamiatkowych koszulkach, w jakie mozna sie tu zaopatrzyc, jest rower (nie wiem czemu, bo tu, w przeciwienstwie do Chiang Mai, na rowerach nikt nie jezdzi), skrzynka pocztowa (tez nie umiem rozkminic symboliki..) albo tabliczki z numerami „1095” (nr drogi prowadzacej tu z Chiang Mai) i „762” (liczba zakretow na tej drodze!).

a to inne koszulki- po czerwonej stronie mocy!

„to on zabil Twojego tate”

Pai polozone jest juz blisko granicy z Birma. Widac tu birmanskie wplywy- troche inne jest jedzenie czy rekodzielo. Sporo jest tez Muzulmanow.

smiesznie wygladaja skosne oczy spogladajace na ciebie zza burki

czapki w birmanskim stylu

tu czapa sie przydaje- noce sa naprawde chlodne

Czas tu spedzam z dwoma Amerykankami- jedna z nich wciaz chodzi w masce, bo mowi, ze powietrze tu (w gorach!) jest strasznie zanieczyszczone, ale pochodzi z Alaski, wiec pewnie doswiadczyla powietrza JESZCZE czystszego ;) Druga z nich od urodzenia mieszka na Manhattanie i przypomina mi bohaterke „diabla u Prady”- elegancka laseczka, zarabiajaca kupe kasy, ale podrozuje z plecakiem i jest bardzo otwarta na nowosci- udalo mi sie ja nawet namowic na powrot do Chiang Mai stopem. Ja dla obu z nich jestem egzotycznym zjawiskiem, bo jestem pierwsza Polka, jaka w zyciu poznaly. Jak dla wielu Amerykanow i Australijczykow zreszta.

Pai to przyjemne miasteczko, ale nie ma tu nic ciekawego. Mozna wybrac sie na trekking w gory, na wycieczke do tzw. „plemion gorskich”, ale ja sie w to nie bawie, bo wiem, ze tajski rzad placi kobietom w tych wioskach, zeby zostawaly w nich i nosily te obrecze na szyjach. Chcac poznac prawdziwe gorskie plemiona, trzebaby sie bylo wybrac gdzies daleko w niedostepne gory i wlezc z butami w ich zycie. Zostaje w miasteczku i wreszcie mam przynajmniej czas, zeby odpowiedziec na wszystkie maile ;)

No a wieczorami oczywiscie bazarki:

kult Angry Birds i twittera

Swietne sa stoiska z naturalnymi kosmetykami!

Po dwoch dniach wracam do ukochanego Chiang Mai i od razu po wprowadzeniu sie do dorma poznaje szalona Australijke, ktora nie pozwala mi nawet wziac prysznica ani sie przebrac, tylko wyciaga na nocny market razem z innymi ludzmi. Okazuje sie, ze tego dnia dostala prace we Francji i jest tak szczesliwa, ze funduje nam wszystkim przejazdzke tuk-tukiem po miescie. Jedziemy do wypasionego 5gwiazdkowego hotelu, w ktorym mieszka Francuzka- przyszla pracodawczyni Australijki. Za dwuosobowy pokoj o wartosci co najmniej kilkudziesieciu dolarow placi $15 wraz ze sniadaniem- takie promocje latwo znalezc na Agodzie albo innych tego typu stronach. Napalamy sie na przeprowadzke tam choc na jedna noc, zeby zaznac tez troche luksusu, ale w koncu nic z tego nie wyszlo. Wracamy za to do hotelu nastepnego dnia poplywac w basenie- jako znajomi goscia hotelowego nawet nie musimy za to placic :)

Niesamowite, jak sie to wszystko pieknie uklada- gdybym przyszla do dorma 5minut pozniej, ominalby mnie taki swietny wieczor!

W tym miescie w ogole mnostwo sie dzieje, kazdego wieczoru jest jakies ciekawe wydarzenie. Mieszka tu bardzo duzo obcokrajowcow i zycie nocne i kulturalne kwitnie. Ktoregos razu wybieramy sie do lokalu z jazzem na zywo. Pierwszy raz w zyciu widze taki prawdziwy, murzynski jazz- kto by pomyslal, ze odnajde takie miejsce wlasnie w Azji…Graja i czarni, i biali, i lokalsi.

live jazz

I nie wiem, jak moglam pisac, ze Australijczycy sa pusci- oczywiscie wiekszosc z nich jest ;), ale Sophie jest cudowna osoba i zaprzyjaznilysmy sie przez te kilka dni. Niestety juz wyjechala do Laosu- pozegnania sa nieodlaczna, ale i najgorsza czescia podrozy :( Sophie mieszkala przez kilka miesiecy w Indiach- znow opowiada mi mnostwo ciekawych rzeczy i przydatnych wskazowek :)

Kolejne dni spedzam na jezdzeniu rowerem po miescie (znow nie moge sie przestawic na ruch lewostronny), lazeniu po knajpkach i ulicznych bazarkach i w kafejkach internetowych- gdybym wiedziala, ze na kazdy wpis bede poswiecac minimum 2godziny, chyba nie zaczelabym zabawy w tego bloga :P

znow swiatynie i inne takie na kazdym kroku

Rozpieszczam sie- wybieramy sie na godzinny masaz stop, niesamowite, ile te drobne Azjatki maja sily w rekach! Tylko raz, w Laosie, zdarzylo mi sie, ze masowal mnie facet- nieswoje uczucie i ten to juz w ogole mial (za) duzo sily, teraz wybieram tylko kobietki. Nie zawsze trafi sie dobrze, ale niektore sa prawdziwymi profesjonalistkami- kiedy uciskaja rozne punkty na stopach, cieplo przechodzi przez cale cialo. Masaz powinien sie nalezec kazdemu czlowiekowi przynajmniej raz w tygodniu!;) Tu mozna sobie na to pozwolic, bo za godzine podstawowego masazu placi sie jakies 15zl. Bardziej specjalistyczne albo te z olejkami sa oczywiscie drozsze. Sa tez „blind massage”, czyli salony masazu prowadzone przez niewidomych (albo ich udajacych). Najbardziej popularne sa one w Kambodzy. Jak ktos woli, mozna poddac sie masazowi na ulicznych bazarach, gdzie ustawione sa cale rzedy lezakow, ale jak tu sie zrelaksowac przy dzwieku motorkow i tuk-tukow? Choc w sumie dobry masaz do przyjemnosci nie nalezy, a wrecz boli, mnie jeden z nich tak odprezyl, ze zasnelam, a otwierajac oczy, przez chwile nie wiedzialam, gdzie jestem i dopiero po kilku sekundach uprzytomnilam sobie, ze to przeciez Azja i ze wlasnie spelniam swoje marzenia. Zdarza mi sie to tez czesto rano po przebudzeniu- super uczucie, polecam! ;)

Zalapuje sie tez na serie kolejnych masazy za darmo, bo znow spotykam Agate, ktora robi tu 5dniowy kurs masazu i wieczorami trenuje na mnie :)

kawalek elementarza do kursu masazu :P

Chiang Mai, oprocz masazy, oferuje tez ogromna palete innych kursow- m.in. gotowania (jeden dzien z takiego kursu spedza sie na bazarze z nauczycielem pokazujacym, co jest co), medytacji…

Przez chwile dziele pokoj ze Szwajcarka, ktora po paru dniach decyduje sie na przeprowadzke na 10 dni do mnichow na medytacje- tez to rozwazalam (w krotszej, 4dniowej opcji, co i tak wydaje mi sie dlugo), ale jakos nie mam czasu, tyle sie dzieje :P Wybierajac sie na cos takiego, nie wolno miec ze soba zadnych sprzetow ani nawet kosmetykow, a wszystkie ciuchy musza byc biale. Dni spedza sie w sumie wylacznie na medytacji i nie ma sie nawet do kogo odezwac. Troche nie wyobrazam sobie tam siebie, ale ja tu jeszcze wroce i tego sprobuje!

Mozna skoczyc na bungee albo wybrac sie do parku linowego zawieszonego 60 m nad dzungla.

Studia tatuazu sa na kazdym kroku, ale jak sie dobrze rozejrzec to mozna tez zrobic sobie tatuaz u mnichow. Bambusowa rurka- to lokalna metoda, ale efekt ten sam. Zachwyca mnie ten pomysl, ale znajomy Kanadyjczyk przypomina mi, ze ta opcja dostepna jest tylko dla facetow- mnich przeciez nie moze dotknac kobiety.

Ktoregos wieczoru w babskim gronie jezdzilysmy rowerkami po miescie, kiedy jednej z nas dwoch facetow na motorku ukradlo torebke. Ja jechalam z tylu i najpierw mineli mnie, ale widzac, ze mam torebke przewiazana i przymocowana do kierownicy (zawsze tak robie), mineli mnie i porwali torebke kolezance z przodu. Miala tam aparat, telefon i sporo kasy, ale na szczescie NIE paszport, a to najwazniejsze. Probowalysmy ich nawet gonic, robiac mnostwo krzyku, zeby ktos ich zatrzymal, ale niestety mieli przewage. Jedna z dziewczyn opowiada, ze w Indiach okradl ja mnich buddyjski! Mowi, ze nigdy nie zapomni jego durnego usmieszku, jak odwrocila sie i widziala go uciekajacego z jej torebka :/

Kradzieze zdarzaja sie i w dormie. Niestety nie zawsze sa dostepne skrytki na kluczyk. Z tego, co mowia ludzie, najczesciej ida ladowarki do telefonow i aparatow. Wszystkie wazne rzeczy i tak nosze ze soba, ale kiedys zdarzylo mi sie, ze ukradli mi z plecaka zatyczki do uszu (uzywane!), a ostatnio….tampony, i to tylko pol pudelka, zebym sie za szybko nie zorientowala ;] Ktos musial byc naprawde w potrzebie :P

dzieciaki

czekajac na otwarcie galerii handlowej

mnich na zakupach

azjatycka wersja La Costy

Kubusie, duzo Kubusiow :)

…i kultu Angry Birds ciag dalszy

kantor+bankomat na kolkach

w dormie- z TAKĄ pościelą to prawie jak w domu ;)

kwiatki a’la „hawajskie” przynoszace ponoc szczescie

oltarzyk

madrosci Dalajlamy na drzwiach toalety w jednej z knajpek

a to kibelek w calej okazalosci

dUs Auto? Volkswagen

Mistrzowie logistyki cd.:

:D

Jestem w Bangkoku i jutro rano opuszczam te czesc Azji. Juz wiem, ze bede tesknic, ale wiem tez, ze prawdopodobnie jeszcze w tym roku tu wroce :) Nie rozumiem ludzi, ktorzy mowia, ze Tajlandia jest za turystyczna i najmniej ciekawa z regionu- tacy na ogol byli tylko w Bangkoku i na Phukecie, tudziez innych wyspach i z wlasnego wyboru nie ruszyli sie poza hotel. W pelni za to rozumiem te masy bialych facetow, ktorzy traca glowy dla Tajek i zostaja tu, zeniac sie, bo niektore z nich, nie dosc, ze nieprzyzwoicie piekne (az zazdrosc zzera), to jeszcze wiecznie usmiechniete od ucha do ucha. Przeciez to ludzie tworza kraj!

No comments yet

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: