Skip to content

Laos wiejski

20/03/2012

Na koniec pobytu w tym gorzystym kraju wybieram sie w rejony przeze mnie najbardziej wyczekiwane – na polnoc, w okolice wioski  Muang Ngoy.

Do miejscowosci mozna dostac sie tylko plynac ponad godzine lodka z Nong Khiaw. Brzmi to tak, jakby byla ona nie wiadomo jak odcieta od swiata, tyle ze takich lodek przyplywa tu dziennie kilka i jest turystycznie na maksa. Niedokladnie o to mi chodzilo…Mam wrazenie, ze za bardzo to ingeruje w zycie miejscowych.

przystan w Muang Ngoy

pozostalosci po amerykanskich bombach; malo kto wie, ze Laos takze bardzo ucierpial podczas wojny wietnamskiej; Muang Ngoy kiedys bylo centrum regionu, teraz ma zaledwie 800 mieszkancow

glowna ulica

dzieciaki nosza sie w chustach

Przez 2dni w wiosce dziele pokoj z Kanadyjka- ahh, ten akcent :)

Codziennie o 22.30 w calej wsi wylaczaja prad, nasz guesthouse jako jedyny ma swiatlo 24h, ale tylko teoretycznie- drugiego dnia mojego pobytu jest awaria i nie mamy pradu wcale. Swieczek w sklepiku tez nie maja, wiec wraz z sasiadami sami organizujemy sobie swiatlo- rozpalamy ognisko na malutkiej plazy nad Mekongiem. W ciemnosciach gory groznie rysuja sie na horyzoncie, z niewielkiej odleglosci obserwuja nas bawoly, a jeden z Francuzow gra na puzonie. Podrozuje z tym instrumentem po swiecie i zarabia, grajac na weselach i w knajpach. Kolejny, ktory opowiada mi mnostwo pozytywnych historii o Indiach.

O 4 rano (oprocz codziennego piania kogutow, ktore doprowadza do szalu) budzi nas procesja z bebnami i spiewami. To lokalsi swietuja przenosiny jakiejs figurki Buddy skadstam do swiatyni. Swiat staje na glowie ;)

mala swiatynka jest i tu, jest wiec gdzie pomedytowac

Kiedy usmiecham sie do jakiegos chlopczyka na ulicy i mowie „sabaidee”, ten robi skrzywiona mine i odgania mnie reka. Nie dziwota, ze dzieciaki turystow nie lubia, bo w wiosce liczacej jedynie 800 mieszkancow jest co najmniej kilkanascie guesthouse’ow. Przyjezdnych jest tylu, ze wszystkie one sa pelne, w naszym kilka osob spi nawet na tarasie, bo zabraklo pokoi. Wlascicielka jest przemila- pozwala im spac tam za darmo i przynosi im materace, a nawet posciel i moskitiery. Wiekszosc miejscowych mowi nawet po angielsku.

Wybieram sie na kilkugodzinny spacer zwany szumnie „trekkingiem” dalej w gory, do kolejnej wioski- Ban Na. Tam sa juz „tylko” dwa guesthousy, ale mimo to ludzie sa juz oswojeni z widokiem bialych. Mozna tam przenocowac za 2zl/2osobowy bungalow. Niesamowite, w jakich warunkach ludzie tam wciaz zyja.

trasa jest w miare dobrze oznakowana; wspominalam juz, jak bardzo lubie ten azjatycki angielski? ;)

pora na kapiel!

sklepik, jak widac, jest super zaopatrzony :)

jak biednie by nie bylo, TV SAT byc musi!

jest tez oczywiscie i skrzynka na pieniazki…:/

W kilku juz miejscach widzialam miejscowych bawiacych sie w zaklady podczas walk kogutow. Teraz to juz nie rozumiem, czy jest tu kult koguta (bo na to wskazywalaby ich obecnosc na honorowym miejscu w knajpach- na stolach), czy wrecz przeciwnie, bo te walki raczej o szacunku do nich nie swiadcza.

kogut gnebiony czy..

..kogut czczony?

Oprocz tego rozrywka lokalsow jest petanque, czyli popularne francuskie boule

miejscowy „przysmak”- algi rzeczne

a tak wyglada to w formie suszonej

z dodatkiem pomidorow, cebuli i ziaren sezamu

za barem

reklama innej knajpki- WTF? :)

Mam niedosyt, chcialabym pojechac jeszcze dalej na polnoc i poznac ten prawdziwy, wiejski Laos, ale czas goni- wiza sie konczy i mimo, ze mozna ja bez problemu przedluzyc za $3/dzien, musze kierowac sie w strone Bangkoku, skad niedlugo mam samolot do… nie powiem na razie dokad ;)

Przy przystani promowej rodzinka je sobie sniadanie, jedna z dziewczynek widzac mnie od razu odbiega od stolu, zeby wyciagnac reke po „one dollar”. Przybijam jej zamiast tego piatke, ale mala probuje jeszcze raz. Eh.

chlopaki szukaja ponoc zlota na dnie Mekongu

na pokladzie lodki jest i kogut

Zakladam sobie 3dni na wydostanie sie z tych rejonow do Tajlandii, mimo ze to nie tak daleko, ale drogi sa w fatalnym stanie. Asfalt jest tylko miejscami i nie ma ich nawet na google maps :P Spotykam dwoch Francuzow, ktorzy sa zawzieci, zeby dojechac do Chiang Mai jak najszybciej i dolaczam sie do nich. Udaje nam sie tam dostac w 2dni, z noclegiem w obskurnym guesthousie przy dworcu w Luang Namtha.

lazienka w przydworcowym guesthousie w Luang Namtha

Najpierw jedziemy autobusem pelnym turystow, ktorego kierowca kilka razy probuje nam wcisnac bilety na autobus juz bezposrednio do miejscowosci, do ktorej chcemy jechac za cene 2x wyzsza, mowi, ze zrobi przysluge i nas tam zawiezie, bo inaczej juz sie dzis na pewno tam nie dostaniemy, ale oczywiscie jak przybywamy na stacje docelowa, okazuje sie, ze za godzine odjezdza lokalny autobus, ktory dowozi nas tam, gdzie chcemy. Cztery osoby, ktory na ten chwyt kierowcy sie zlapaly, jada z nami tym samym autobusem.

Transport w Laosie w ogole jest drogi. Drogi, tzn. w cenach praktycznie takich, jak w Polsce. Zastanawia mnie, jak miejscowi moga pozwolic sobie na przemieszczanie sie po kraju za taka kase. Mowia, ze rzad specjalnie ustala takie zaporowe dla wiekszosci z nich stawki, zeby uniemozliwic im ruszanie sie z domu.

Mloda Niemka zachowuje sie, jakby pierwszy raz wsiadla do autobusu w Azji- nie moze przezyc, ze nie ma klimatyzacji, a na dodatek twierdzi, ze niemozliwe, zeby w 20-osobowym busie bylo osob 30 i robi awanture, ze autobus juz jest pelny i jak jeszcze jedna osoba do niego wsiadzie, to ona wysiada i nie jedzie :) Podsmiewamy sie z niej, probujemy uswiadomic, ze to JEST mozliwe i zastanawiamy, o co lasce chodzi, bo przeciez ma swoje siedzenie. Zreszta, niech sobie wysiada.

Obowiazkowym punktem programu podczas kazdej jazdy autobusem jest wizyta na stacji benzynowej zaraz po wyruszeniu. Chocby stacja byla zaraz przy dworcu autobusowym, kierowca nigdy nie tankuje wczesniej, a dopiero z pasazerami na pokladzie. Logiki nie potrafie sie doszukac ;)

Kiedy wsiadam do busa, na jego koncu siedzi juz mnich- dla nich zawsze zarezerwowane sa tylne siedzenia. Ustepuje mi miejsca, a potem czestuje guma do zucia i pyta, skad jestem. Na tym jego znajomosc angielskiego sie konczy, ale bardzo mi milo, bo nieczesto sie zdarza, zeby mnich odezwal sie do kobiety.

po drodze

ku chwale komunizmu!

lokalne srodki transportu :)

Tereny graniczne Laosu, Tajlandii i Birmy, przez ktore przejezdzamy, to slynny Zloty Trojkat, gdzie uprawia sie opium na swiatowa skale. Napalamy sie na postoj tam, ale po krotkim wywiadzie okazuje sie, ze wlasciwie nie ma po co, bo i tak nie udaloby sie nam zbyt wiele zobaczyc.

ostatnia okazja na zakup najslynniejszego laotanskiego trunku- Beerlao;  te duze puszki maja az 660ml objetosci

Docieramy do miasteczka przygranicznego i przeprawiamy sie przez Mekong do Tajlandii. A tam przezywam szok. Kraj, ktory kilka miesiecy temu wydawal mi sie taki egzotyczny, teraz sprawia, ze czuje sie troche, jakbym wrocila do Europy. Oddycham troche z ulga, za cywilizacja sie jednak czasem teskni ;) Asfaltowe drogi, ktorych Polska moze jej tylko pozazdroscic, na dodatek oswietlone w nocy, znaki drogowe po angielsku, TESCO, 7eleven, w ktorym wybor produktow przyprawia o zawrot glowy… Wcale sie nie dziwie, ze ten kraj jest taki popularny- jedzenie lepsze jest tylko w Wietnamie, ceny nizsze tylko w Kambodzy- fajna jednak ta północ Tajlandii!:)

No comments yet

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: