Skip to content

Kaйt шkoлa

29/01/2012

Opuscilam Mui Ne i po pieciu godzinach przyprawiajacej o mdlosci jazdy rozklekotanym autobuskiem (oprocz gorskich serpentyn dodatkowy slalom po jezdni dziurawej niczym ser szwajcarski) jestem juz w gorskim miasteczku Dalat. Chwilowo znow sama, bo Agata pojechala w inna strone, ale mamy sie ponownie spotkac za kilka dni.

Smutno mi bylo stamtad wyjezdzac, bo ostatnie 9 dni i nocy nieoczekiwanie okazalo sie najlepszymi w mojej calej podrozy. W guesthouse’owym dormie zdazyly sie nawiazac przyjaznie i za niektorymi z poznanych tam ludzi juz tesknie. Najbardziej zzylam sie z Kanadyjczykiem, ktory zakochal sie kiedys w pewnej Katarzynie i dlatego zna troche slowek po polsku (jego ulubione to „kobasa” ;) ) i „Kedzierzawym”- Dunczykiem, ktory ma kase, ale mimo to oszczedza na maksa i jest troche nieszczesliwy, bo ma super prace i nie ma juz do czego w zyciu dazyc. Kiedy wszyscy zachwycaja sie wschodem slonca, on mysli tylko o tym, zeby fale byly wieksze, bo cale dnie spedza na morzu, windsurfujac. I tak juz miesiac w tym samym miejscu. Sama nie wiem, jakim cudem tak dobrze dogadalam sie z takim nudziarzem ;)

Dang, czyli smieszny Wietnamczyk pilnujacy interesu, kazdy dzien rozpoczyna wymachiwaniem rakieta, ktora razi komary pradem- super sprawa, musze sobie cos takiego kupic :) Minusem spania w dormie, oprocz halasow czasem utrudniajacych spanie, bywaja smierdzace stopy sasiadow :P Ale i tak jesli kiedykolwiek bedziecie wybierac sie do Mui Ne, z czystym sumieniem polecam Keng Guesthouse, w ktorym panuje akademikowa atmosfera, jedzenie jest dobre (mimo, ze ja czesciej wybieralam tansze lokalne knajpki) i nawet codziennie dostaje sie swiezy recznik, niczym w pieciogwiazdkowym hotelu ;)

Spora czesc Mui Ne to wlasnie takie pieciogwiazdkowe luksusowe osrodki pelne przewaznie ruskich. Do jednego z nich udalo mi sie nawet wbic za darmo niepostrzezenie i spedzic pol dnia na lezaczku nad basenem, zaznajac troche luksusu :) Lezalam sobie w tym sloneczku pod palma i, przypominajac sobie, co robilam o tej porze rok temu, myslalam, ze wyruszenie w te podroz to byla najlepsza decyzja w moim zyciu!

Plaza tu jest w wiekszosci szeroka i zadni nachalni sprzedawcy nie wciskaja owocow ani masazy. Trzeba tylko uwazac na wszechobecnych kitesurferow, zeby nie zaplatac sie w linki od latawcow.

taki tlok na niebie (i wodzie) ciagnie sie przez dobrych kilka km

ci poczatkujacy cwicza skakanie i latanie na plazy

Jest nawet polska szkola kite-/windsurfingu, spotkalam tu wiecej Polakow niz w ciagu calej wczesniejszej podrozy. Chcialabym sprobowac tego sportu, ale ceny jak dla mnie sa poki co zaporowe- od $70 za godzine nauki z instruktorem. W jednej ze szkol ceny sa troche przystepniejsze, ale instruktor mowi tylko po rosyjsku…Spora czesc tych surferow to wylansowani Australijczycy z napisami na koszulkach w stylu „I am awesome”. O ile zmienilam zdanie o Amerykanach, poznajac kilku naprawde wartosciowych, to o Australijczykach mam coraz gorsze zdanie.

Jednego dnia po kolejnej nieprzespanej nocy wybieramy sie na swietna wycieczke za jedyne piec dolcow na wschod slonca na wydmy (biale, oddalone o jakies 30km od Mui Ne, sa rewelacyjne, ale czerwone, ktore sa blisko, mozna sobie spokojnie odpuscic- nic ciekawego i tlumy turystow), do kanionu, nad blotna rzeczke i do wioski rybackiej. Rano jest naprawde zimno i kiedy prosimy kierowce jeepa, zeby zwolnil, bo zamarzamy, ten dzwoni do wietnamczyka z naszego guesthousa, zeby przetlumaczyl, co mowimy, bo ni w zab nie kuma angielskiego ;) Kiedy przybywamy na biale wydmy, jest jeszcze pustawo, dopiero pozniej pojawiaja sie quady i masy turystow :/ quada mozna tu wypozyczyc za „jedyne” $15 za 20minut, cale szczescie, ze jest to tak drogie, bo jezdzi ich tylko kilka, ale i tak halas robia niezly.

Grunt mi sie usuwa spod nog ;) biale wydmy o wschodzie slonca.

blogostan :)

tak, wiem- staczam sie :P

polska ekipa na wycieczce

a to „wydmy czerwone”, ktore tak naprawde sa zolte

rzeczka, a wlasciwie strumien blota, w ktorym brodzi sie po kostki, zeby dostac sie do wodospadu

a dookola przepiekne formacje skalne, kolejny raj dla geologow!

prawie jak Kolorado. W kanionie znow przydaje sie znajomosc cyrylicy

ladniejsze oblicze kutrow rybackich

i to drugie, bardziej wietnamskie

Te 9 dni bylo tez bardzo udane kulinarnie- Agata, zapytana ktoregos wieczoru, jak spedzila dzien, mowi: „nooo…pojechalismy rowerkami na sniadanie, a po sniadaniu, yyyy.. na obiad” ;) Mozna tu zjesc jaszczurki (!) albo rekina, ale najbardziej popularne sa wciaz owoce morza, wzdluz wybrzeza jest cale mnostwo przystepnych cenowo knajpek je serwujacych. Homary, osmiornice i inne swinstwa jeszcze plywaja w akwariach i mozna sobie wybrac, na ktore ma sie akurat ochote. Duzo tez straganow z wielkimi muszlami, malzami czy cokolwiek to jest. W niektorych knajpach poodgryzane lby krewetek walaja sie po podlodze, nikt tego raczej nie sprzata. Do owocow morza wciaz nie moge sie przekonac. Polubilam za to inne specjaly wietnamskiej kuchni- probujemy pysznej grillowanej kozy, ktora samemu trzeba sobie przyrzadzac (dostaje sie ruszt i surowe mieso na stol), jak i miesa ze strusia i krokodyla- to akurat jadlam juz kiedys. Moja ulubiona knajpka jest lokalna restauracja Lam Tong ze stolikami nad samiutkim morzem, serwujaca dobre i tanie jedzenie i posiadajaca zadziwiajacy serwis :) Na zlozenie zamowienia czeka sie czasem godzine, kolejne tyle na jego realizacje, ale co z tego, przeciez mamy czas. Kelnerzy snuja sie sennie po lokalu, krazac dobre kilka minut zanim znajda stolik, do ktorego niosa jedzenie. W miedzyczasie dlubia w nosie albo wyciskaja sobie pryszcze przed lustrem. Kupa smiechu. Pracownicy polskiego sanepidu dostaliby zawalu na widok tej knajpy. Kasa sklada sie z biurka, kalkulatora i sterty papierkow, w ktorych i tak kelnerzy na ogol nie moga znalezc akurat naszego zamowienia, wiec placenie zwykle sprowadza sie do pytania: „co jedliscie?” :) Czasem dostaje sie nie to, co sie zamowilo, innym razem jedzenie czeka juz na stole, ale brak paleczek, zeby je zjesc.

Na chwile w „naszym” dormie pojawia sie trojka mlodych ruskich ze zlotymi lancuchami i walizeczkami. Wydaja sie sympatyczni, mowia tez, ze nie sa z Rosji, a z Moskwy :) Na (troche zlosliwe) pytanie Agaty „czy sa backpackersami” odpowiadaja jednak „a co to jest?” i zmywaja sie szybko do wypasionego hotelu. Troche sie chyba w naszym towarzystwie nie odnalezli ;)

Zjawia sie tez Ukrainiec, ktory w ciagu 1,5 miesiaca zwiedzil 7 krajow…Na Wietnam przeznaczyl sobie 4dni i w kazdym z miejsc spedza tylko jedna noc. Jak tu zrozumiec takich ludzi?

Jak na zlosc moj aparat odmowil posluszenstwa :( Prawdopodobnie piasek dostal sie do obiektywu. Paru chlopakow ambitnie podjelo sie proby jego rozebrania i wyczyszczenia/naprawy, ale wyglada na to, ze nic z tego, przymierzam sie wiec do kupna nowego. Pomysl wypadu do Hongkongu spalil wiec na panewce, bo aparat potrzebny jest teraz/zaraz. Niestety minie jeszcze kilka dni, zanim dotre do wiekszego miasta z porzadnymi sklepami. Czesc z dzisiejszych fotek jest podkradziona od Kasi&Emila- Polakow, ktorzy pracuja w Chinach jako nauczyciele angielskiego i sa w Wietnamie na wakacjach z okazji chinskiego Nowego Roku. Zaprosili mnie do odwiedzin w Chinach, ale po wszystkim, co opowiadali o tym kraju, mysle, ze nigdy nie zechce tam pojechac :P

A w Dalacie zimnooo- w nocy budzilam sie, zeby ubierac bluze, dlugie spodnie i szukac koca :( Place $5 za miejsce w pokoju hotelowym, za ktory inni ludzie placili pare dni temu $3, mimo ze w oficjalnym cenniku jest ta druga cena. I tak zeszlam do tej ceny z wyjsciowych $20…Po jednym dniu to miasto wkurza mnie juz na maksa i probowalam dzis kupic bilet na autobus w dalsza droge, ale wszedzie slysze „no bus”, „no tickets”, „full” (nawet bez pytania, dokad chce jechac…) i szlag mnie trafia. Jak juz bilet jest, to podaja taka kosmiczna cene, ze glowa boli. W Tajlandii czy Kambodzy wystarczylo udac, ze nie jest sie zainteresowanym i od razu proponowali nizsza cene i jeszcze biegli za toba, zeby cie przekonac do zakupu, tu kazdy ma gdzies, czy sprzeda bilet, czy nie. Jesli nie chcesz go kupic na ich warunkach, to spadaj. I dziwie sie, ze mimo tego wciaz tak lubie ten kraj ;)

nawet jak na drodze zdarzy sie przestoj…

…to trawa jest bardziej zielona wlasnie w Wietnamie, przynajmniej dla mnie ;) mini poletko ryzowe

skarby morza

…i na szczescie- blotna odmiana czterolistnej koniczynki

No comments yet

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: