Skip to content

Co na wsi piszczy

30/12/2011

Z Siem Reap lodeczka poplynelam do Battambang. Jeziorem Tonle Sap- najwiekszym i najwazniejszym w Azji Pd.-Wsch. Dzien wczesniej, majac juz kupiony bilet, wyczytalam, ze lodka ta jest dosc niebezpieczna i czesto zdarzaja sie jej podtopienia. Ups. To tym ciekawiej ;) nasza na szczescie doplynela bez szwanku, a widoki byly swietne!

Mijalismy cale mnostwo plywajacych wiosek z domami budowanymi na palach.

Woda w jeziorze zmienia swoj poziom w zaleznosci od pory roku- w porze suchej jezioro znacznie sie zmniejsza. Na drodze prowadzacej do jeziora jest nawet znak podajacy odleglosc do jednej wioski w ten sposob: 8-11km :) tak samo szacowany jest czas plynieca lodki- od 4 do 8godzin. W porze suchej jest trudniej, mozna utknac na mieliznie, wiec czas sie wydluza. Jako, ze dopiero niedawno skonczyla sie tu powodz, poziom wody jest jeszcze wyjatkowo wysoki, mimo ze to juz pora sucha, wiec plyniemy „tylko” 6godzin.

niemal kazda wioska ma szkole „na wodzie”- niektore z szyldem UNESCO lub jakichs francuskich organizacji

A to miejscowy „gimbus”

Dzieci machaja nam z brzegow

Sa tez plywajace sklepiki

..a nawet pagoda na palach

pranie sie robi

ci wygladali, jakby przygotowywali wesele

Najciekawsze rzeczy przydarzaja sie zwykle akurat, kiedy wychodze na krotki popoludniowy spacer z zamiarem powrotu przed zmierzchem. Tym razem, juz w Battambong, siedze sobie z przewodnikiem na laweczce nad rzeczka, planujac kolejny dzien, kiedy podjezdza do mnie koles na skuterku i zagaduje o szkole, ktora prowadzi na wsi 7 km za miastem. Mimo, ze nigdy nie byl za granica, po angielsku mowi perfekcyjnie- zanim zalozyl szkole byl mnichem. Pyta, czy nie chcialabym zostac u niego chocby tydzien jako wolontariuszka uczaca dzieciaki angielskiego. Nad tym sie zastanowie, a tymczasem prosi mnie o krotki wypad do szkoly na przynajmniej godzinna konwersacje po angielsku.

Sporo ludzi mowilo mi juz, ze pozbylam sie paskudnego polskiego akcentu (hurra!), ale zeby od razu az uczyc kogos angielskiego? Gosciu ma profesjonalnie przygotowane ulotki z wszystkimi danymi, wiec po krotkim zastanowieniu sie, czy nie jest morderca, gwalcicielem itd wsiadam z nim na skuter i jedziemy przez wioski wzdluz rzeki, ktora wczesniej plynelam, wzburzajac tumany kurzu. Fajnie zobaczyc je tym razem od srodka.

Dzieciaki stoja z angielskim bardzo kiepsko- moja rola ogranicza sie do odpowiadania na ich wykute regulki w stylu „jak masz na imie?”, „jakie zwierzeta lubisz” (wnioslam cos do ich edukacji, bo powiedzialam, ze NIE lubie pajakow, poznaly wiec nowe slowko- „spider” :P)

w szkole. Czy ta postac na bluzce laski po lewej to nie jest przypadkiem Hannah Montana?:P

Potem probuje je troche zagadac na inne tematy, ale nie rozumieja zbyt wiele. Jedna dziewczynka mowi, ze w wolnym czasie najbardziej lubi ogladac TV i jest w szoku, kiedy mowie jej, ze ja telewizora nawet nie mam ;)

Na koniec gosciu pokazuje mi kosztorys inwestycji na przyszly rok- zostawiajac mu $10 oplacam miesieczny wynajem kilku sal lekcyjnych! Dla przykladu- miesieczne wynagrodzenie jednego nauczyciela to $25! Obiecal mi maile z raportami o tym, na co poszly pieniadze i zdjecia dokumentujace nowe zakupy, wiec jesli slowa dotrzyma, moze bede dalej przesylac mu jakies drobne sumki od czasu do czasu, ale poki co obiecuje sobie, ze to juz koniec z rozdawaniem kasy.

Battambong jest ohydnym miasteczkiem- turystow jest bardzo malo, glowna „atrakcja” jest miejscowy bazarek. Na nocnym markecie tylko niektore stoiska maja prowizoryczne lampki, wiekszosc handlu odbywa sie przy swietle swiec. Musze przyznac, ze mam juz troche dosc tych bazarow. Okropny smrod- tu wybilo szambo, tam rozlala sie woda z rybek, mieso stojace caly dzien na tym upale, kraby i inne owoce morza jeszcze sie ruszajace przyprawiaja mnie juz o mdlosci. Mam wyjatkowo duza odpornosc na brud, syf i smrod, ale tu miarka sie juz przebiera.

moze mroweczke? miejscowe rarytasy

Za to duzo ciekawych rzeczy jest do zobaczenia na prowincji zaledwie kilka km od miasta.

targ w Bangkoku (ten, ktory skladaja, jak przejezdza pociag) moze sie schowac, tu ludzie MIESZKAJA na torach

pranie sie suszy

Jezdzac rowerem po okolicy trafiam na farme krokodyli. Sa hodowane oczywiscie na sprzedaz..na mieso albo skore :/ malutki krokodyl kosztuje jedyne $25, dorosly $500. Zwierzaki dostaja jedzenie (weze i ryby) co 10dni, a poza tym glownie leza i sie nie ruszaja.

ja i krokodylatko

..i nieco wiekszy okaz

i przepiekne rzezby na ich terenie ;)

Na wioskach dzieciaki biegna za mna, lapia rower, nie chcac puscic mnie dalej. Dotykaja z zaciekawieniem mojej (dla nich wciaz bialej) skory.

Jedynie jedna dziewczynka bezczelnie maca moje kieszenie i chce zagladac do torebki w poszukiwaniu dolarow, pozostalym do szczescia wystarczy, ze robie im zdjecia. Pchaja sie do obiektywu, przepychajac sie. Niektore byc moze pierwszy raz widzialy aparat fotograficzny, bo skacza z radosci i klaszcza w rece, widzac sie potem na wyswietlaczu. Niektorym wygladajacym na bardziej kumatych pozwalam robic zdjecia sobie, te dopiero maja frajde!

napis na majtach tego z prawej to Calvin Klein

ta zolta pizamka to kambodzanski hit- chodzi w niej wiekszosc miejscowych modnis- mlode i te o wiele starsze

to foto mloda zrobila sama

To okropne, ale mimo, ze dzieciaki sa urocze, musze przyznac, ze po takim dniu mysle tylko o tych wszystkich chorobach, ktore sie z pewnoscia na tych wioskach panosza i jedyne, o czym marze, to prysznic.

miejscami jest bardzo swojsko

trafiam tez na kosciol katolicki z hiszpanskim ksiedzem

O ile w Battambong wydawalo mi sie, ze bardziej syfiasto byc nie moze, zmieniam zdanie spedzajac jedna noc w miejscowosci zwanej Pursat. Tu w hoteliku nie wiedziec czemu polecanym przez Lonely Planet jestem jedynym gosciem! Place $5 za obskurny pokoik ze szczurem gratis i imprezujacymi cala noc robolami za sciana. Zawsze mowilam, ze szczurow sie nie boje, ale po tak bliskim z nim spotkaniem troche zmieniam zdanie…Nie moge zasnac, a ze zamek w drzwiach nie wydaje sie zbyt solidny, boje sie tez roboli zza sciany i pierwszy raz spie z gazem pieprzowym pod reka. Czas stad spadac jak najszybciej!

Z samego rana- o 4.30 budza mnie modlitwy- to mnisi wstaja tak wczesnie i chodza po miescie gesiego zbierajac od ludzi jedzenie- zatrzymuja sie przy niemal kazdym domu.

o 7 sa jeszcze w drodze

Wstaje wiec wczesnie i wybieram sie na poranny aerobik nad rzeke- to w kambodzanskich miastach jest cos rewelacyjnego!

Nad tama zbiorowisko lokalnej dzieciarni- taplaja sie w rzece, krzyczac do mnie „hello” juz z daleka. W tamie sa takie dziury, ze chodzac po niej trzeba uwazac, zeby w jedna z nich nie wpasc.

kiedys mieli nawet most

W Pursat jakis czas temu odbyl sie zjazd przedstawicieli NGO (organizacji pozarzadowych), chyba dlatego na ulicach porozstawiane sa smietniki, co jakos  nie pasuje do reszty :P sa tez takie znaki nawolujace do porzadku:

bo zupa byla za slona

Jedynym naprawde ladnym miejscem jest wysepka zbudowana na srodku rzeki, ktora z daleka wyglada jak wielki statek, ktory utknal na mieliznie. Wieczorem schodzi sie tam pol miasta i chodza (!) naokolo- zamiast biegac. Znow jest tez darmowy aerobik dla wszystkich :) Dolaczam sie- najpierw dreptam ze starszymi paniami w rytm wolnej muzyki ludowej, pozniej przenosze sie do tych w lepszej kondycji cwiczacych do zachodnich hiciorow, takich jak Speedy Gonzales czy.. TATU :)

Tutaj to ja jestem atrakcja dla miejscowych, nie odwrotnie- ten aerobik przy zachodzie slonca to jedna z rzeczy, ktorej nie zapomne nigdy.

wyspa-statek w Pursat

Przez caly dzien mam obstawe 13-letniej dziewczynki, ktora jest bardzo wygadana. Najwazniejsze pytanie pada po chwili- czy mam fejsbuka i gram w Angry Birds. Prowadzi mnie na super nowoczesny plac zabaw ze zjezdzalnia, a potem oprowadza mnie po miescie. I jeszcze dziekuje mi za to, ze moze spacerowac ze mna. Zabieram ja na miche makaronu, a potem na lizaka i owoce. Gdyby nie ona, balabym sie tu wracac po zmierzchu.

ryz suszy sie pod czujnym okiem partii

pyszny sok z trzciny cukrowej wyciskany na miejscu

czymkolwiek by nie bylo to ministerstwo informacji, siedzibe maja ladna. Jak wiekszosc rzadowych budynkow w Kambodzy zreszta

sniadanie samo mnie znajduje na ulicy. Jeszcze cieple bagietki

A od dwoch dni jestem na Otres Beach w poblizu Sihanoukville i tu (o 18.00 waszego czasu) powitam Nowy Rok.

5 Komentarzy leave one →
  1. ustecy permalink
    01/01/2012 4:19 pm

    dobry pułap. mega kibicujemy!
    najlepszego w Nowym Roku!

  2. Anita permalink
    30/12/2011 8:55 pm

    Szczęsliwego Nowego Roku. Bardzo fajnie wszystko opisujesz….może się jakoś spotkamy na trasie. W lutym będę w Azji : ) co prawda pilotując grupę ale zawsze coś.

    Anita (od Karoliny :))

    • 02/01/2012 4:15 am

      gdzie dokladnie jedziesz?:> ja w lutym bede w Wietnamie/Laosie. Moze akurat uda sie nam spotkac :)

  3. 30/12/2011 3:20 pm

    super zdjęcia i teksty, szampańskiego początku i Szczęśliwego Nowego

Masz coś do dodania? Wal śmiało!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: